Okej, to opiszę tak jak…

Categories Programowanie

Okej, to opiszę tak jak obiecałem jak ze znajomymi robiliśmy „eksperyment” z rekruterkami na #linkedin

4 lata temu w poprzedniej pracbazy kumpel powiedział, że wkurwiają go rekruterki i chciałby je jakoś potrolować na odwrót, a przy okazji zobaczyć, na ile można sobie pozwolić w kontakcie z nimi. Ustawiliśmy się we 4 smieszków i chcieliśmy zrobić to jak należy, żeby przypał od razu nie wyszedł.

Tu należy pamiętać, że Linkedin to nie tinder, na LI każdy, a zwłaszcza te korpobiurwy, mają kija w dupie i jakikolwiek odchył od norm społeczności powoduje ostracyzm, bo tu jest kurła byznes i tu trzeba się zachowywać. Jeszcze pomagał nam kumpel z działu HR naszej firmy i on od razu powiedział, że to nie ma szans się udać, bo te rekruterki zarabiają na prowizjach i jak tylko widzą, że nie ma szans, to nawet nie tracą czasu, ale dał nam kilka fajnych porad jak choćby tę, żeby nie wysyłać samemu zaproszeń do znajomych, bo to już jest podejrzane, nawet się nie odzywać tylko czekać na kontakt, bo nikt nie pisze do rekruterów i od razu łatwiej byłoby skojarzyć fejk.

Tak czy siak, stworzyliśmy profil Senior Java Developera z Wrocławia, absolwenta PWr, kariera w dużych korpach, wrzuciliśmy fotkę jakiegoś dość sympatycznie wyglądającego niemca którą wzięliśmy z Xinga, dodaliśmy sobie znajomość niemieckiego, angielskiego, udział w projektach pobocznych, jakieś zdjęcie motocykla w tle i tak kisiliśmy profil przez dwa czy trzy miechy, czyli normalnie nim komentowaliśmy posty, wrzucaliśmy jakieś artykuły o programowaniu itp., żeby go uwierzytelnić. W międzyczasie się co nieco działo, ale nic spektakularnego, nie chcieliśmy zaczynać zabawy tak hopsiup.

W końcu po jakimś czasie zaczęliśmy odpisywać laskom na zaległe oferty. Normalnie jak każdy typu „proszę o szczegóły”, albo „brzmi interesująco, proszę o więcej informacji” i laski zaczynały pisać albo dopominały się o numer telefonu. Jak się nie podawało numeru telefonu i nalegało się na kontakt na Linkedin, to bardzo często był to koniec rozmowy, po prostu laski przestawały odpisywać i pisały, że informacji udzielają tylko telefonicznie. Tak samo jak się wysyłało CV bez numeru telefonu, albo z fejkowym numerem, to nie pisały dalej już nic ponadto, że telefon nie odpowiada lub że go brak i one nie mogą podać takiego CV dalej. Tu znajomy Hr nam wyjasnił, że wynika to z tego, że duzo agencji ma target, że np. laska ma obdzwonic kilkadziesiąt osób w ciągu dnia i ona nie będzie traciła czasu na dopominanie się o telefon bo w tym czasie może obdzwonić kilka innych typów.

Z tego co was tu może zainteresować, to w tych rozmowach co się ciągnęły i rzucaliśmy wymaganiami typu np. minimum 20k netto, praca w 90% zdalna, ja decyduje o godzinach pracy, owocowe środy, piątki, soboty, playstation w firmie, lunche na koszt firmy, samochód służbowy to też krótko odpisywały, że albo ich firma nie spełni takich wymagań, albo że żaden z klientów nie spełni takich oczekiwań.

Kilka razy dla beki jak laski naciskały na wysłanie CV, albo na to żeby zadzwoniły, to mówiliśmy, że można wyskoczyć na wspólny lunch i pogadać, albo na kawę w przerwie i omówić sytuację, to były zdawkowe odpowiedzi, że chętnie, ale nie prowadzą takich praktyk, albo że kawa chętnie ale po udanej rekrutacji. Jak kumpla raz poniosło i napisał do laski, która wydawała się mocno zdesperowana żeby naszego fejka gdzieś polecić, że CV może wręczyć na romantycznej kolacji, to babeczka udostepniła skriny z rozmowy publicznie i pisała, że tak się zachowują roszczeniowi programiści XD

Zabawa się skończyła jak jedna rekruterka napisała, że według CV nasz fejk pracował w Capgemini, a jak zrobiła risercz to okazało się, że nikt takiej osoby nie kojarzy i baza byłych pracowników też milczy i chyba zgłoszono nasz profil jako fejk, bo dostaliśmy bana i cała zabawa skończyła się chyba w miesiąc po tym jak na dobre się zaczęła.

Tak więc podsumowując Linkedin =/= tinder, te laski mają serio kija w dupie i dla nich ten portal to narzędzie pracy, więc jak nie dasz CV to nara, nawet nie będą ci odpisywać na jakieś dwuznaczne teksty czy propozycje choćbyś niewiem jakim czadem był.

Tu też dodam, że to było 4 lata temu, wtedy nie było czadów, redpilów, blakpilów i nikt w internecie nie karał nikogo za to że nie rucha, robiliśmy to dla czystej beki żeby sprawdzić czy jak łałłał senior dżawa deweloper powie, że chce mieć mieszkanie służbowe w centrum warszawy jeśli ma się zgodzić na dojazdy do firmy raz w tygodniu to czy ktoś będzie kombinował żeby się na to zgodzić, nie było naszym celem rozkochiwanie w sobie rekruterek, bo nikt nie miał potrzeby prowadzić jakiejś krucjaty. Ale jak czytałem jakie miałeś pomysły na profil tego swojego fejka, to też nie wróżę sukcesu, te laski wbrew pozorom głupie nie są, a dodatkowo aura biznesowości i kija w dupie na Linkedin robi swoje.

@konklawe

#chad #programowanie #tinder #blackpill